Czy w Świętochłowicach były legendarne podziemia? Pisze Marian Piegza

Jako dzieci, w czasach bez Internetu, z raczkującą telewizją, mieliśmy ulubioną zabawę, a było nią chowanie się, ganianie po piwnicach. Były to miejsca tyle niebezpieczne, co fascynujące. Pobudzały wyobraźnię, rzadko miały oświetlenie elektryczne, więc musiała wystarczyć latarka lub świeczka. Piwnice miały charakterystyczny zapach wilgoci, przechowywanych ziemniaków, a także grasujących tu większych i mniejszych gryzoni. W czasie jednej z zabaw odkryliśmy przejście do sąsiedniego budynku, a wąskim korytarzyku pistolet typu colt. Nim zdecydowaliśmy się powiadomić dorosłych – broń zniknęła. Od tego czasu podziemne przejścia wciąż mnie fascynują i chętnie je zwiedzam, czytam o nich.
Obecnie wiemy, że nie istnieje podziemne połączenie między zamkiem w Bobolicach a zamkiem w Mirowie, lecz wciąż uważamy, że podziemny tunel był, ale został zasypany. Delektujemy się zwiedzaniem podziemi Sandomierza, Kłodzka, zamku Czocha z tajemniczymi przejściami czy też zamku w Rogowie Opolskim, który w czasach piastowskich miał być siedzibą templariuszy, którzy wznieśli tu wodny zamek, połączony podziemnym tunelem z ich główną siedzibą w Otmęcie.
Nic więc dziwnego, że także w Świętochłowicach doszukujemy się podziemnych przejść. Wiemy, że ich nie było, że tworzyła je ludzka wyobraźnia, że z czasem obrastały legendami. Przypomnijmy je. Jedna z takich opowieści mówi, że istniejący po rok 1966 świętochłowicki zamek (Józefa von Lippy) z przełomu XVIII i XIX wieku (u zbiegu ulic Katowickiej i Szpitalnej) miał połączenie z tzw. pałacykiem, który znajduje się w Piaśnikach. Po zamku już nie ma śladu, a pałacyk ma (o czym sam się przekonałem) piękne piwnice z łukowatymi stropami, lecz żadnego tajemnego połączenia nie posiada. Po wojnie krążyła też opowieść o podziemnym powiązaniu gmachu dyrekcji Donnersmarcków przy ulicy Katowickiej z terenem kopalni „Polska”. Przejście faktycznie było, a okazał się nim skracający drogę (naziemną) tunelik pod torami kolejowymi, w pobliżu budynku, prowadzący na plac przed kopalnią. Aktualnie ten skrót jest zamurowany, a obietnice ponownego udrożnienia okazały się tylko populistyczną gadką. Dodam, że podobny tunelik wiodący w stronę dawnej Huty Florian (przedłużona ulica Bytomska w pobliżu ulicy Dworcowej) – wciąż funkcjonuje.
Krążyła też opowieść o połączeniu podziemnym obecnego gmachu Muzeum Powstań Śląskich z budynkiem Starego Szpitala. Nie dawałem wiary w tę historię, a przypomniano mi ją przed kilku laty w trakcie spotkania Rady Muzealnej. Wtedy w rozmowie pojawiła się sprawa przyszłego zaadaptowania części budynku szpitalnego na potrzeby muzealne, wszak zbiory są tam już magazynowane. Wówczas jeden z uczestników wspomniał o wybudowaniu tzw. przewiązki, która by ułatwiała dojście do tego gmachu. Na to inna osoba (celowo pomijam nazwiska) powiedziała o rzekomym podziemnym przejściu, na co inni zareagowali uśmiechami. Wówczas owa członkini Rady oznajmiła, iż słyszała, że ono faktycznie jest, że zna nawet pewną panią, która miała w nim być. Wymieniła także nazwisko.
Ponieważ nie dawało mi to spokoju, nawiązałem kontakt z tą osobą. W wyjaśnieniu usłyszałem, że chodzi nie o podziemia Muzeum, lecz obecnego budynku OPS przy ulicy Katowickiej 35, gdzie około roku 1990, w czasie remontowania kotłowni, odkryto wejście do niższego poziomu. Tam zaś znajdowały się prymitywne prycze i inne ślady przetrzymywania tu ludzi. Wszystko wskazywała, że chodziło o ofiary mającego tu siedzibę Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Osoby, które to miejsce widziały były zszokowane. Skontaktowały się ze znanym wówczas historykiem miejskim, który doradził „dla spokoju, by nie wywoływać konfliktów” – zamknąć to wejście. Tak uczyniono. Dla weryfikacji tej historii postanowiłem porozmawiać z panią zarządzającą wtedy budynkiem, lecz nie zareagowała na próby skomunikowania się.
No cóż, pamiętam pewne spotkanie w Muzeum Powstań Śląskich z przedstawicielem Instytutu Pamięci Narodowej, gdzie w rozmowie wspomniałem o chorzowskim domu Morela. IPN o tym miejscu nie wiedział, obiecano podjąć sprawę. Być może i ten fragment artykułu zwróci uwagę tej instytucji i spowoduje odpowiednie działania…
(map)
Ilustracja kontekstowa: Gemini










