loader image

REKLAMA

Losowy obrazek

Kolęda ma tradycje, również w Świętochłowicach. Pisze Marian Piegza

0
498

Życie w dużej mierze opiera się na tradycji, która wzmacnia podwaliny naszej egzystencji. Często narzekamy, iż jesteśmy niewolnikami zwyczajów, lecz wciąż im hołdujemy.

Przed nami czas świąt Bożego Narodzenia, które poprzedzają przez wieki ukształtowane obyczaje. Jednym z nich jest przeprowadzana raz w roku kolęda, ale ta kapłańska, realizowana w domach na zaproszenie danej rodziny lub też w kościołach, jako zbiorcze spotkanie mieszkańców np. danej ulicy. Ta forma duszpasterstwa stosowana w Kościele katolickim ma swoje korzenie w prawach kanonicznych. Ma na celu budowanie relacji między duszpasterzem a wiernymi, a także poznawanie ich życia, trosk i radości. Podczas takiej wizyty ksiądz poświęca domowników i mieszkanie i pisze na drzwiach C+M+B oraz dany rok. Wyjaśnijmy, że owe trzy litery to skrót łacińskiej sentencji „Christus Mansionem Benedicat”, co oznacza „Niech Chrystus błogosławi temu domowi”, a inne znaczenie, popularne w Polsce, to skrót od imion Trzech Króli: Kacpra, Melchiora i Baltazara (K+M+B).

Tradycja nakazuje odpowiednie przygotowania do kolędy, czyli nakrycie stołu białym obrusem, postawienie na nim krzyża i świec (czasami też wskazany jest opłatek). Zgodnie ze zwyczajem na powitalne słowa księdza „Pokój temu domowi i wszystkim jego mieszkańcom” należy odpowiedzieć „Na wieki wieków. Amen”. Potem następuje wspólna modlitwa i wspomniane poświęcenie domowników. Po rozmowie z duszpasterzem może być złożenie ofiary, co jednak nie jest obowiązkowe.

Kolędowanie wywodzi się ze starożytności i miało pierwotnie charakter pogański, związany z wzajemnym odwiedzaniem się i składaniem życzeń. Potem obrzęd praktykowany był przez Słowian i Rumunów, a chrześcijaństwo przejęło i włączyło tę tradycję do okresu Bożego Narodzenia, łącząc ją ze śpiewaniem kolęd. Termin „kolęda” pochodzi od łacińskiego słowa calendae, które oznaczało pierwszy dzień miesiąca, zwłaszcza styczniowy, kiedy to ogłaszano ważne informacje i dawano prezenty.
W mniejszych ośrodkach praktykuje się jeszcze kolędowanie w formie zabawy, gdzie kolędnicy w odpowiednich strojach odgrywają scenki, np. z historii biblijnej, często z elementami satyrycznymi lub symbolicznymi. W okresie międzywojennym także w Świętochłowicach grywano spektakle nawiązujące do takich tradycji. Animator teatralny Józef Paul wspominał przedstawienie kolędowe i żarto bliwą piosenkę z tego występu, która głosiła: „Hej kolęda, kolęda/ Zabił wieprzka Gawęda/ Gawędzino płakała/ Iże wieprzka nie miała/ Gawęda sie śmiał/ Bo krupnioki mioł”. Pamiętam, jak w latach 60. XX wieku w parafii św. Apostołów Piotra i Pawła w Świętochłowicach prócz księdza z wizytą kolędową przychodził kościelny lub organista, no i dwójka ministrantów. Teraz w parafiach te odwiedziny realizuje ksiądz w towarzystwie jednego lub dwóch ministrantów.

Kolęda to stary zwyczaj, jednak miał też okresy przerwy, jak np. w czasie II wojny światowej. Przed laty zapisałem rozmowę z Olgą Klimeczek, mieszkanką Świętochłowic, która stwierdziła, że kolędy były wtedy kontynuowane w miarę możliwości, stanowiąc ważny element podtrzymywania ducha religijnego i narodowego, ale ich forma i bezpieczeństwo zależały od konkretnych warunków okupacji. Jej rodzina mieszkała przy obecnej ulicy biskupa Kubiny (wówczas Pfarrstrasse), a kolędę miała prawie co rok. „Zapraszaliśmy księdza proboszcza Wiktora Otrębę, robiliśmy to dyskretnie. Przychodził sam, zazwyczaj w godzinach południowych, niby z wizytą po sąsiedzku. Nie wiem, czy on lub wikarzy chodzili też do innych domów. O tym się nie mówiło, bo mogło komuś zagrozić. Kościół był poddawany represjom, wiadomo było, że niektórych księży w okolicy aresztowano. Nas ta kolęda umacniała, była nadzieją na powrót do normalności. Słyszeliśmy, że były parafie, gdzie władze okupacyjne zezwalały na ograniczoną kolędę, w okrojonej formie, w innych zastępowano ją mszami kolędowymi w kościele dla poszczególnych obszarów parafii. My cieszyliśmy się z tego, co mieliśmy” – wspominała.
Współczesne terminy wizyt kolędowych są różne. W pewnych parafiach zaczynają się już w listopadzie, a kończą nie 2 lutego, czyli w święto Ofiarowania Pańskiego, lecz po tym terminie.

Kolędy znane są współcześnie także w innych państwach, lecz zazwyczaj mają różny od polskiego przebieg. Np. w Austrii zaprasza się księdza, ustala termin wizyty, „a obrzęd ograniczony jest głównie do poświęcenia domu, czyli to na czym mi zależało – czytamy w internetowej relacji. W swojej parafii, którą zresztą co jakiś czas dobrowolnie opłacasz, zgłaszasz, że chciałabyś przyjąć kolędę. Po kilku dniach u twojego progu pojawia się ksiądz. Nie musisz mu otwierać, pokropi nawet zamknięte drzwi i napisze „K + B + M”. Zostawia kartkę w drzwiach z numerem, aby wykonać przelew i koniec. Bez zbędnych ceregieli.” Z kolei we Francji „jeśli chcesz umówić się na wizytę duszpasterską, musisz zadzwonić i się na nią umówić – czytamy w tym samym miejscu. Zaproponowano mi datę, godzinę, no i wyznaczonego dnia ksiądz rzeczywiście pojawił się w naszym mieszkaniu (…) wizyta była bardzo miła, długa i nie miała nic wspólnego ze zwykłym odklepaniem modlitwy, do jakiego byłam przyzwyczajona w Polsce. Jak chciałam mu wręczyć kopertę, to nie wiedział w ogóle, o co chodzi. Nikt tutaj nie myśli o pieniądzach. Powiedział, że jak chcę wpłacić na jakąś konkretną misję, to wszystko jest napisane na stronie internetowej parafii. No, byłam w szoku”.

Natomiast Bartosz Sąder i Anna Frydrychewicz na łamach Onetu (13 XII 2023) rozmawiali na temat kolędy w Anglii z ks. Bartkiem Rajewskim, proboszczem polskiej parafii w Londynie, ale również jest odpowiedzialny za duszpasterstwo w parafii angielskiej, która de facto jest parafią międzynarodową. „Kolęda w Londynie różni się od tej w Polsce przede wszystkim tym, że Londyn jest jak «pół Polski». Moi parafianie mieszkają na ogromnym obszarze i zdarza się, że czasami jadę do nich ponad 2 godziny. Jeśli chodzi o Polonię w Londynie, to nie narzekam na brak zgłoszeń. Jest to zazwyczaj jedna kolęda dziennie. Ma to jednak swój urok, bo nie jest to taka gonitwa i z każdym można się wtedy spotkać i spokojnie porozmawiać. Większość moich parafian znam od lat i są to moi przyjaciele” – opowiadał ks. Rajewski. Z kolei Portugalczykom temat kolędy kojarzy się nie z Bożym Narodzeniem, tylko z Wielkanocą. „Ludzie tutaj robią coś, co nazywamy janeiras. To wizyta duszpasterska w restauracjach i w domach. Polega ona na śpiewaniu katolickich pieśni, a potem na proszeniu o pieniądze”.

Zatem: co kraj, to obyczaj. Polska kolęda przeszła swoistą „zadyszkę” w okresie pandemii. Obecnie zmienia się kolędowanie w polskich, świętochłowickich parafiach. Np. w komunikacie opublikowanym w mediach społecznościowych Parafia Świętego Józefa w Świętochłowicach poinformowała, że „tegoroczna kolęda odbędzie się wyłącznie dla osób, które dobrowolnie zapiszą się poprzez udostępniony formularz internetowy”. Podobny system wprowadziło również wiele parafii w innych miastach. Dzięki zapisom unika się sytuacji, w których ksiądz puka do mieszkania, którego lokatorzy nie chcą przyjmować odwiedzin. Księża mają obecnie możliwość zaplanowania wizyt kolędowych w uporządkowany sposób, w dogodnym dla wiernych terminie. Zobaczymy, czy ten nowy sposób kolędy się przyjmie i czy księża i mieszkańcy będą z niego zadowoleni.

(map)