Dzieci ze Świętochłowic przeżyły dramat w rodzinie zastępczej ze Zgierza. O tym pisze się w kraju

Po raz kolejny o Świętochłowicach głośno jest w ogólnopolskich mediach i po raz kolejny powodem jest sprawa przemocowa. Tym razem jednak chodzi o dzieci, które decyzją świętochłowickiego OPS zostały przekazane do pieczy zastępczej obcej rodzinie ze Zgierza. Rodzinie, wobec której już na etapie procedowania wniosku o opiekę zastępczą pojawiały się poważne wątpliwości. Niestety nikt nie wyłapał zagrożenia na czas, a konsekwencje tej decyzji poniosły najsłabsze osoby w całej tej historii — dzieci.
Czworo dzieci ze Świętochłowic trafiło do rodziny zastępczej w przekonaniu, że państwo zapewnia im bezpieczeństwo i stabilizację. Tak przynajmniej zakłada system. Rodzina zastępcza ze Zgierza przeszła formalną procedurę, uzyskała kwalifikacje i została zaakceptowana przez instytucje odpowiedzialne za pieczę zastępczą. Problem w tym, że jak dziś wynika z ustaleń, już wcześniej inne ośrodki miały wobec tej rodziny zastrzeżenia i nie wyraziły zgody na podjęcie przez tę rodzinę opieki, a mimo to dzieci ze Świętochłowic zostały do niej skierowane. Dziś wiemy także, że przed rodziną ze Zgierza urzędników ze Świętochłowic ostrzegał przedstawiciel tamtejszego starostwa.
Dramat wyszedł na jaw po ujawnieniu nagrania, jakie trafiło do funkcjonariuszy Policji, na którym widać ośmioletniego chłopca stojącego boso na mrozie, ubranego jedynie w piżamę. To nie był incydent ani chwilowa utrata kontroli. To był element przemocy. Śledztwo wykazało, że dziecko było bite, poniżane i systematycznie krzywdzone. Wraz z nim cierpiały inne dzieci, które miały znaleźć w tej rodzinie bezpieczną przystań. Najbardziej porażające jest to, że przemoc ta rozwijała się w cieniu instytucji, które miały ją wykryć. Kontrole były przeprowadzane. Koordynator pieczy zastępczej pojawiał się w domu. Dzieci chodziły do szkoły. System funkcjonował — przynajmniej formalnie. W praktyce jednak nie zadziałał ani jeden mechanizm, który mógłby ochronić dzieci przed krzywdą.
Ta sprawa nie jest odosobnionym przypadkiem. Wcześniej opinią publiczną w całej Polsce wstrząsnęła głośna sprawa pani Mirelli — również powiązana z działalnością OPS. Oczywiście trudno wprost obarczać kierownictwo ośrodka pełną odpowiedzialnością za brak stosownej profilaktyki czy za niedostateczną ocenę sytuacji w każdej jednostkowej sprawie. System pomocy społecznej opiera się na procedurach, opiniach wielu specjalistów i decyzjach podejmowanych zespołowo. Jednocześnie nie sposób nie zauważyć, że w przypadku dzieci przekazanych do rodziny zastępczej ze Zgierza istniały przesłanki, by wnioskodawcom przyjrzeć się uważniej, dokładniej i z większą ostrożnością. By zbadać, dlaczego wcześniej w innych miastach odmawiano im opieki zastępczej nad dziećmi. Zarówno w sprawie Pani Mirelli, jak i w sprawie dzieci, które trafiły do Zgierza, świętochłowicki OPS nie wydał żadnego oficjalnego stanowiska.
W tym kontekście uwagę zwraca również fakt, że Ośrodkiem Pomocy Społecznej od kilkunastu miesięcy kieruje Monika Szpoczek, bliska współpracowniczka prezydenta miasta Daniela Begera. Wcześniej była w mieście znana z działalności społecznej, ale także z aktywności politycznej. Wiosną 2024 roku kandydowała do Rady Miejskiej z list wyborczych prezydenckiego komitetu uzyskując 13 głosów, które nie przełożyły się na uzyskanie mandatu radnej, a krótko po wyborach, bo już w czerwcu tego samego roku objęła stanowisko dyrektorki OPS. To naturalnie może rodzić pytania o standardy zarządzania instytucją, która decyduje o losach najbardziej bezbronnych mieszkańców miasta.
Dzieci ze Świętochłowic zostały skrzywdzone podwójnie. Najpierw przez środowisko, z którego zostały odebrane. Następnie przez system, który miał być dla nich ratunkiem. Odebrano im nie tylko poczucie bezpieczeństwa, ale także resztki zaufania do dorosłych i instytucji publicznych. To nie jest błąd formalny ani zwykłe niedopatrzenie. To realna krzywda, której skutków nie da się cofnąć decyzją administracyjną ani późniejszymi tłumaczeniami. Dziś dzieci są już poza tamtą rodziną. Fizycznie bezpieczne, lecz psychicznie obciążone traumą, która będzie im towarzyszyć przez lata. Ta sprawa nie powinna zostać sprowadzona do kolejnego medialnego skandalu, który zniknie po kilku dniach. To kolejny sygnał ostrzegawczy, że być może w Świętochłowicach system pomocy społecznej wymaga większej uważności, refleksji i realnej odpowiedzialności.
Całą sytuację od kilku dni nagłaśnia portal gazety FAKT. Poniżej linki do poszczególnych artykułów oraz nagrań wideo, jakie powstały w tej sprawie:
https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/slask/koszmar-dzieci-w-rodzinie-zastepczej-w-zgierzu-ich-matka-opowiada-co-przeszly/fpmcd24
https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/slask/dramat-dzieci-w-rodzinie-zastepczej-ze-zgierza-przeszli-pelna-kwalifikacje/jv5yepl
https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/lodz/jak-doszlo-do-tragedii-w-rodzinie-zastepczej-zgierz-ujawnia-kulisy-sprawy/jtc59g3
fot. ilustracja kontekstowa SI










