loader image

REKLAMA

Losowy obrazek

Jedna Metropolia czy długoletnia prezydentura? Prezydent Świętochłowic przeciwny dwukadencyjności

0
383

Dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, wprowadzona w 2018 roku przez rząd Prawa i Sprawiedliwości, od początku budziła kontrowersje. Zasada ta ogranicza możliwość ponownego ubiegania się o urząd po dwóch kadencjach, co w praktyce oznacza, że włodarze wybrani w 2018 i w 2024 roku nie będą mogli startować w kolejnych wyborach w 2029 roku. Niektórzy samorządowcy podkreślają, że decyzja o tym, kto powinien zarządzać lokalnie, należy do mieszkańców, a nie do władz centralnych, wskazując, że dwukadencyjność może ograniczać rozwój miast i gmin, dyskwalifikować doświadczonych włodarzy, a przy tym odbierać wyborcom prawo do decydowania o swoich przedstawicielach. Debata nad zniesieniem przepisu trwa, a temat ma nawet szansę trafić na wokandę Trybunału Konstytucyjnego oraz decyzje rządu w najbliższych miesiącach.

W najnowszym odcinku cyklu #miastaprzyszłości, programu realizowanego przez Portal Samorządowy, wybrani politycy komentują dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Wśród nich jest również prezydent Świętochłowic Daniel Beger, który twierdzi, że dwukadencyjność była bardzo złym pomysłem i przede wszystkim niezgodnym z konstytucją. Podkreśla, że decyzja o tym, kto powinien rządzić miastem, należy do mieszkańców, a nie do władz centralnych. Przepis dyskwalifikuje tych, którzy osiągnęli już konkretne efekty w samorządzie i mają opracowaną strategię rozwoju.

„W polityce samorządowej trzeba myśleć o strategiach 10-, 20- czy 30-letnich. Nie powinniśmy zamykać drzwi nikomu ani ograniczać możliwości rozwoju”, zaznacza Beger. Według niego dwukadencyjność nie tylko odbiera włodarzom szansę na kontynuowanie realizowanych projektów, lecz także ogranicza mieszkańcom prawo do wyboru tych, którzy – zdaniem społeczności – najlepiej prowadzą ich małe ojczyzny. W miastach takich jak Rybnik, Sosnowiec, Katowice czy Świętochłowice mogłoby to oznaczać konieczność nagłego zwrotu w polityce rozwojowej, gdy nie ma gwarancji, że następcy będą kontynuować dotychczasowe działania. Prezydent Świętochłowic zwraca również uwagę na polityczny wymiar dwukadencyjności. W jego opinii przepisy w pewnym sensie stwarzają „szansę” dla parlamentarzystów, którym nie uda się w wyborach, aby mogli startować w wyborach samorządowych. Jednocześnie podkreśla: „Na Boga, nie twórzmy prawa takiego, które będzie słabe osoby wstawiały miejsce, które dzisiaj są naprawdę reprezentowane przez fantastycznych menadżerów.”

Patrząc jednak szerzej na działania Daniela Begera w ostatnich miesiącach, widać wyraźnie dwutorową strategię narracyjną. Z jednej strony prezydent Świętochłowic jest jednym z najbardziej zagorzałych propagatorów utworzenia na Śląsku metropolii z obecnych miast regionu, co przez regionalną centralizację całkowicie zmieniłoby strukturę władzy lokalnej. Z drugiej konsekwentnie nawołuje do bojkotu idei dwukadencyjności, wskazując, że strategie samorządowe powinny obejmować perspektywę 10-, 20- czy nawet 30-letnią. Ta dwutorowość może być oczywiście wyrazem jego ambicji do kontynuowania kariery politycznej. Sęk w tym jednak, że sam prezydent wydaje się nie do końca wiedzieć, w którą stronę chce pójść. W efekcie Beger próbuje jednocześnie realizować dwie pieczenie na jednym ogniu – ochronę dotychczasowych włodarzy (w tym siebie) i przygotowanie gruntu pod większą centralizację w regionie, zapewne również z własnym udziałem. Prawdopodobnie strategia ta ma na celu doprowadzenie do sytuacji, w której jedna z tych dwóch opcji rzeczywiście zrealizuje się i prezydent Świętochłowic będzie miał otwartą furtkę do realizacji własnej kariery politycznej w najbliższych latach. Póki co, trudno w tej narracji odnaleźć jednoznaczne stanowisko, dlatego nie dziwi, że mieszkańcy Świętochłowic mogą w niej czuć się nieco zdezorientowani.

Całe nagranie z udziałem prezydenta Świętochłowic:

fot. Kadr z materiału #miastaprzyszłości (Portal Samorządowy)