loader image

REKLAMA

Losowy obrazek

W świętochłowickich ratuszach nie tylko zarządzano, ale i mieszkano! Pisze Marian Piegza

0
16

Wyobrażacie sobie, iż prezydent naszego miasta mieszka w gmachu ratusza? Pewno nie, za to łatwo sobie przedstawić, ile by taka sytuacja wywołała hejtu na różnych portalach. No a jeszcze przed 1939 rokiem było to naturalne, iż gminni włodarze zamieszkiwali w ratuszu. Mieszkanie było służbowe, więc z pewnością argument oszczędnościowy nie był tu obojętny, no i podnosiło to prestiż gminnego naczelnika. Jednak po wojnie straciły rację bytu. Uzasadnieniem była z pewnością równość społeczna, no i rosnąca ilość urzędników.

Przypomnijmy, że także przedwojenny wojewoda Michał Grażyński zajmował apartament w Urzędzie Wojewódzkim. Znajdował się na drugiej kondygnacji w zachodniej części gmachu. W pobliżu jest sala Marmurowa, z którą sąsiadują sale Błękitna i Złota (dawniej zwane Towarzyskimi). W sali Złotej wojewoda przyjmował mniej oficjalnych gości. „Pierwotnie znajdowały się tutaj trzy kanapy, stoliki i fotele, natomiast w rogu sali fortepian. Obie sale sąsiadują z pokojami będącymi pierwotnie mieszkaniami przeznaczonymi dla wojewody i marszałka Sejmu Śląskiego. W gmachu tym w okresie przedwojennym mieszkał jedynie wojewoda Michał Grażyński, natomiast marszałek Konstanty Wolny korzystał z przydzielonego mu mieszkania jedynie do celów oficjalnych”. Obok gabinetu Wojewody Śląskiego znajduje się sala Boazeryjna, która jest wykorzystywana jako miejsce rozmów wojewody z odwiedzającymi go gośćmi. Przed II wojną światową służyła jako prywatny salon wypoczynkowy wojewody Grażyńskiego. Obecny gabinet Wojewody Śląskiego przed wojną służył jako sala jadalna, a miejsce pracy znajdowało się w salce obok. W pozostałych pomieszczeniach pierwotnego mieszkania wojewody Michała Grażyńskiego gabinety pracy posiadają wicewojewodowie oraz dyrektor Biura Wojewody. „Po wojnie nie mieszkano w gmachu i sale te w większości nabrały charakteru reprezentacyjnego i muzealnego”.

Istniały także mieszkania w świętochłowickich ratuszach. Przy okazji wielu rozmów z mieszkańcami Świętochłowic na tematy związane z przeszłością pojawiały się wiadomości i na ten temat. Również pisała o tym ówczesna prasa. Niestety wszelkie informacje o tych mieszkaniach są raczej skąpe i nie wiadomo, jak dane lokum wyglądało. Na pewno wiemy, że w ratuszu w Lipinach mieszkał naczelnik gminy Emanuel Tomanek, który zajmował je od 1933 roku do września roku 1939 roku. Wiadomo też, że w ratuszu w Chropaczowie na piętrze była sala posiedzeń rady gminy oraz mieszkanie służbowe naczelnika. Ostatnim naczelnikiem, który z niego korzystał był Jan Przybyła, któremu około 1930 roku powierzono to stanowisko. W roku 1939 jako jeden z ostatnich opuścił mieszkanie i swą gminę. Bez wątpliwości jest też, że z mieszkania służbowego korzystano w dawnym świętochłowickim ratuszu (obecnie budynek Muzeum Powstań Śląskich). Adam Bielawski (krewny naczelnika Wackermanna) informuje: „Według rodzinnych przekazów mieszkał (Wackermann – dop. map) z rodziną w ratuszu gminnym. (…) W gazetach czytałem że miał nawet mieszkanie 10-cio pokojowe.” (…)Według gazet jeszcze w 1928 roku mieszkał w „budynku gminnym”, czyli naprzeciw ratusza. Wcześniej jakiś czas mieszkał tam Jul Nolden (naczelnik gminy w latach 1912-1921). Bielawski jest praprawnukiem Karola Wackermanna. Przytacza też anegdotę dotyczącą tego miejsca. „Pamiętam jeszcze historię, która krążyła w rodzinie. Otóż syn Karola, a mój pradziadek, w dzieciństwie wchodził na najwyższe piętro ratusza i sprawdzał czy kury i gęsi potrafią latać. Łatwo sobie wyobrazić, jak to robił”.

Wiemy także, że służbowe mieszkanie w dawnym starostwie, a obecnym świętochłowickim ratuszu, miał starosta powiatowy Tadeusz Szaliński. Zamieszkał tu we wrześniu 1927 roku, gdy funkcję objął po rezygnacji dr. Józefa Potyki, przeciwnika sanacji. Zajmował apartament liczący 340 m2, a było to 7 pokoi, łazienka, kuchnia, pokój dla służby, no i ogród. Szaliński, człowiek Grażyńskiego, był starostą do 1939 roku, czyli do likwidacji powiatu. Początkowo mieszkanie zajmował sam (nie licząc służby), dopiero 6 IV 1931 roku poślubił Janinę Łańcucką i zamieszkał razem z nią. Szaliński miał wtedy 33 lata, a małżonka była o 7 lat młodsza. Szalińscy mieszkali w gmachu starostwa, na I piętrze w lewym skrzydle, w części, gdzie później przez lata mieścił się Urząd Stanu Cywilnego. W 1932 roku urodziła im się pierwsza córka Danuta Łucja, a we wrześniu 1937 roku Wanda. Krewni Szalińskich szczególnie miło wspominają święta Bożego Narodzenia, a głównie ogromną, sięgającą sufitu, choinkę oraz letnie zabawy między kasztanami w parku przy obecnym Urzędzie Miasta. Na terenie parku zimą budowano lodowisko, z którego korzystali także mieszkańcy Świętochłowic. Informacje te przekazała mi córka Szalińskiego Wanda, która przed laty odwiedziła Świętochłowice.

Gwoli ścisłości wspomnijmy, że mieszkania służbowych użytkowali także nauczyciele. Znajdowały się one w budynku szkoły, a ich standard był zazwyczaj niski. Bywało, że na wsi był to pokój oddzielony od sali lekcyjnej zasłoną. W mieście mieszkania były znacznie lepsze, a szczególnie te zajmowane przez kierowników danej placówki. W każdej świętochłowickiej szkole były mieszkania dla nauczycieli. Jeszcze po 1945 roku je zajmowano, lecz w miarę upływu czasu przekształcano na potrzeby edukacyjne, a niektóre na mieszkania woźnych.

(map)

fot. Polska Org (Jan R.)