loader image

REKLAMA

Losowy obrazek

Z kryminalnej przeszłości Świętochłowic

0
1036

W wielowiekowej historii Świętochłowic zanotowano sporo tragicznych dla mieszkańców opowieści mówiących o przeróżnych zbrodniach. Początkowo krążyły one przekazywane ustnie, a po rozwoju prasy tą właśnie drogą. Sensacje opisywane w gazetowych rubrykach mieściły się w sentencji Plauta, rzymskiego pisarza: „Homo homini lupus’, czyli „człowiek człowiekowi wilkiem”.

Wybiera ofiary
Zacznijmy od wydarzenia z 8 marca 1932 roku, czytamy, że pochodzący z Radzionkowa 27-letni ślusarz zamieszkały w Świętochłowicach, rankiem zabrał poślubionej przed rokiem żonie ukryte oszczędności i wyszedł z domu. Przez pobliskie Nowe Hajduki udał się do Królewskiej Huty. Było przedpołudnie, gdy spotkał idące do domu dwie uczennice ówczesnej Szkoły XVIII, która była szkołą żeńską działającą razem ze Szkołą V (obecnie Zespół Szkół Budowlanych) przy ulicy Dąbrowskiego. Jedną była 7-letnia Erna Pasiekówna, córka hutnika Konstantego Pasieki, zamieszkała przy ul. Redena 9 (dzisiejsza Karpińskiego w Chorzowie) i 8-letnia Magdalena Klimowiczówna, zamieszkała przy ul. Redena 13. Mężczyzna obiecuje im cukierki, bierze za ręce i prowadzi obecną Hajducką w kierunku Wielkich Hajduk, czyli Chorzowa Batorego. Chce się pozbyć jednej z nich i każe jej iść kupić papierosy, lecz one nie chcą się rozdzielać. Dochodzą do dworca kolejowego, poleca im czekać, a sam idzie kupić słodycze. Idą dalej, mijają hajducki kościół i kierują się na pola za obecnym starym cmentarzem. Jest pusto, nieznajomy wybiera jedną z altanek licznych tu ogródków działkowych (śledztwo wykazało, że właścicielem był Wilhelm Prawda z Kochłowic), wchodzą przez wyrwane z płotu sztachety. Dziewczyny są ufne. Wewnątrz, pod groźbą zabicia, zmusza Magdę do rozebrania się i gwałci ją. Erna widząc to zaczyna głośno płakać. Mężczyzna chwyta ciężki dębowy kij i uderza nim dwukrotnie dziewczynkę w głowę łamiąc czaszkę. Dziecko pada na ziemię nieprzytomne, z ust i nosa płynie jej krew. Mężczyzna wybiega z altanki i zawiesza sukienkę i torbę szkolną drugiej dziewczynki wysoko na płocie, żeby dziecko nie mogło opuścić ogródka i wezwać pomocy, i ucieka w nieznanym kierunku.

Reaguje świadek
W tym czasie w ogródku oddalonym o kilkanaście metrów pracuje Augustyn Lasota, słyszy płacz i krzyk: „Vater! Ratujcie! Erna zabito!” Dostrzega klęczącą na śniegu pod płotem wzywającą pomocy dziewczynkę. Dowiaduje się, co się stało i powiadamia policję. Dziewczynki trafiają do szpitala, a lekarze stwierdzają poważne obrażenia. Erna nie odzyskuje dłuższy czas przytomności. Potem nie rozpoznaje ojca, nie potrafi mówić, ma bezwładną jedną nogę, wciąż wije się z bólu.

Trwa śledztwo
Policja z Królewskiej Huty, wspólnie z funkcjonariuszami z Wielkich Hajduk i Świętochłowic prowadzi intensywne śledztwo. Klimowiczówna nie potrafi podać dokładnego rysopisu zbrodniarza, brak też śladów, świadków. Policja wyznacza nagrodę pieniężną w wysokości 400 zł dla tego, kto w jakikolwiek sposób przyczyni się do wyśledzenia i ujęcia zbrodniarza. Naczelnik wydziału śledczego w Katowicach Andrzej Chromański i komisarz Brodniewicz postanawiają sprawdzić, czy w aktach policyjnych nie było podobnego wypadku. Stwierdzają, że w roku 1929 Wiktor Ceglarek – mający lat 27, żonaty, z zawodu ślusarz, zamieszkały w Świętochłowicach przy ulicy Czarnoleśnej 30 (dzisiejsza 1 Maja) – dopuścił się podobnej zbrodni na 8-letniej Edycie Augustyn ze Świętochłowic. Skazano go wtedy na 6 miesięcy więzienia z zawieszeniem kary na 3 lata. Wywiadowcy udają się do jego mieszkania. Jednak nie zastają go w domu i dowiadują się, że w dniu popełnienia zbrodni o 8.30 opuścił mieszkanie, zabrał oszczędności żony w kwocie 34 złotych i nie pojawił się.

Przestępca zostaje ujęty
Ceglarek po dwóch dniach wraca wieczorem do domu, kładzie się spać, a wcześnie rano zabiera ze sobą chleb i wychodzi, oświadczając żonie, że udaje się na policję. Jednak nie trafia tam, za to kolejnego dnia o 15.30 patrol spotyka go w Świętochłowicach na ulicy Wolności (dzisiejsza Katowicka) i zatrzymuje. Jednak Ceglarek zrzuca z siebie kurtkę, wyrywa się z rąk policjantów i zaczyna uciekać. Dobiega do ulicy Cmentarnej, wbiega do bramy pod numerem 10. Mieszkańcy kierują policjantów na dach. Zbrodniarz ujrzawszy ścigających go wywiadowców, zamierza skoczyć z dachu. Nie ma jednak odwagi, więc wsuwa się do najbliższego komina. Opierając się łokciami i nogami, zsuwa się przewodem kominowym w dół aż do piwnicy. Tu dopadają go wywiadowcy i aresztują. Obdartego i okrytego grubą warstwą sadzy zakuwają w kajdanki i odprowadzają do komisariatu policji.

Zapada wyrok
W czasie przesłuchania w Wielkich Hajdukach Ceglarek wszystkiemu zaprzecza. Zostaje przewieziony do Katowic, tam zaczyna się w zeznaniach plątać i przyznaje się w końcu do winy. Policja przeprowadza konfrontację, a Klimkowiczówna rozpoznaje napastnika. 16 marca na skutek odniesionych obrażeń, nie odzyskawszy przytomności umiera mała Erna. Ceglarek trafia do Lublińca na badania psychiatryczne. Po czterech tygodniach orzeczenie lekarskie uznaje go za poczytalnego, więc 23 września 1932 roku na tajnym posiedzeniu Sąd Okręgowy w Katowicach Ceglarek uparcie zaprzecza wszelkim zarzutom. Sąd wymierza mu karę 15 lat więzienia. Obecna na sali żona Ceglarka zachowuje kamienny spokój. Gdy Ceglarek zostaje wyprowadzony na korytarz, rzuca się na niego ojciec ofiary i uderza go w twarz, a licznie zgromadzony tłum chce go zlinczować, lecz postawa policji chroni go przed samosądem.

(map)